poniedziałek, 27 sierpnia 2012

PIES JAKO PRZEDMIOT UMOWY SPRZEDAŻY LUB DAROWIZNY W ZWIĄZKU Z ROZWIĄZANIEM TEJ UMOWY


Kilka miesięcy temu znajomy poprosił mnie o udzielenie mu porady prawnej w sprawie ... psa, którego „nabył” od jego znajomej. Otóż otrzymał on od tej Pani pieska, ok. 2 miesięcznego szczeniaka rasy york (podobnież pies ma rodowód, więc a priori przyjmuję, że to pies rasowy, a ta znajoma podobnież para się właśnie rozmnażaniem tychże piesków w celach zarobkowych). Po ok. czterech miesiącach otrzymał on od tej Pani pismo, że ona cofa darowiznę i że należy jej zwrócić tego pieska, bo w przeciwnym razie wystąpi do sądu. Zanim przeszedłem do analizy tej sprawy w płaszczyźnie ustawy o ochronie praw zwierząt, to pierwsza myśl jaka się pojawiła – to jaka była prawna forma nabycia tego psa ?
W grę wchodziła umowa sprzedaży lub umowa darowizny ?. Skoro Pani przysłała pismo, że cofa darowiznę, to tak należy tą czynność prawną tak traktować. Pisma nie czytałem, ale przypuszczam, że było to cofnięcie darowizny, uregulowane w KC. Zaś kolega przekazał mi informację, że kupił pieska za symboliczną złotówkę. A Pani dlatego zmieniła zdanie i odbiera pieska, bo znalazł się chętny na kupno i skłonny jest zapłacić za psa sporą kwotę. A podobnież takie rasowe yorki, to chodzą nawet po 2000 zł. Natomiast dla mnie ustalenie sposobu „nabycia” pieska, stanowi punkt wyjścia do rozważań o podstawie prawnej rozwiązania/wypowiedzenia tej umowy. Jeśli przyjąć, że pies został kupiony, to nie ma raczej mowy o jego powrocie do sprzedawcy.
Uprawnienia przysługują jedynie  kupującemu – chodzi o niezgodność towaru z umową, gwarancję itd. Oczywiście, o ile możliwe jest analizowanie żywego zwierzęcia w takich kategoriach, które odnosi się do przedmiotów. Zaś w przypadku darowizny, istnieje możliwość jej cofnięcia z powodu rażącej niewdzięczności obdarowanego. Ale z tego co wiem, to obdarowany nie zachował się kiedykolwiek w sposób, który można by zakwalifikować jako „rażąca niewdzięczność”.
Następnie analizie poddałem przepisy o ochronie praw zwierząt. Pod uwagę wziąłem ograniczenia, jakie stawia wspomniana ustawa w zakresie obrotu prawnego zwierzętami, a nawet odpowiedzialność karną osób uczestniczących w tej transakcji. Z moich ustaleń wynika, że do przeniesienia własności nastąpiło w „,miejscu ich chowu lub hodowli” czyli u tej Pani w domu, natomiast nie nastąpiło ono w miejscu zabronionym tzn. „na targowiskach, targach i giełdach”. A zatem nie doszło do naruszenia art. 10a pkt 1 ust. 3, jak i art. 10b pkt 1 ust. 2. W przytoczonych artykułach ustawodawca posługuje się terminami: „wprowadzania do obrotu” i „nabywania”, pod które to możemy przypisać rozważane umowy sprzedaży lub darowizny, jako stanowiące przeniesienie własności rzeczy w ramach „nabycia”. Wobec takiego stwierdzenia przyjąłem, ze strony w trakcie transakcji nie naruszyły przepisów tejże ustawy, wobec czego nie podlegają odpowiedzialności karnej (za wykroczenie) z tej ustawy. A więc doszło do zawarcia transakcji.



Nie zaszły również żadne okoliczności, które czyniły by tę czynność prawną, jako nieważną, bo strony posiadały pełną zdolność do czynności prawnych, bo nie zaistniał błąd lub podstęp itd., bo takowe posiłkowo należało by zastosować. Co prawda nie zachowano formy pisemnej zawarcia umowy, ale też przepisy KC nie nakładają takiego obowiązku, lecz dla celów dowodowych wskazują, że powinno się zachować formę pisemną przy umowach przekraczających wartość 2000 zł. A piesek właśnie kosztuje do 2000 zł. Więc wszystko w porządku. Ale gdyby istniały podstawy prawne do rozwiązania tej umowy, bo np: jest to umowa darowizny i doszło do rażącej niewdzięczności obdarowanego, to czy moralne by było zwracanie psa, który jako szczeniak przebywał kilka miesięcy u nabywców i przywiązał się do nich ?. A teraz miałby wrócić do poprzednich właścicieli.
Pies to nie przedmiot jak telewizor czy lodówka, wiec niedopuszczalny jest jego powrót do poprzednich właścicieli. Ustawa o ochronie praw zwierząt w art. 1 pkt 2 odsyła do stosowania przepisów o rzeczach, w sprawach nieuregulowanych w niej samej. A wiec odsyła do bezdusznych przepisów KC, które nie przewidują sytuacji obrotu prawnego zwierzętami domowymi, a dokładnie zwrotu tych zwierząt. Mnie jedynie przyszło na myśl, że możliwe by mogło być powołanie się na niedopuszczalność rozwiązania tej umowy ze względu na sprzeczność z zasadami współżycia społecznego i sprzeczność ze społeczność gospodarczym przeznaczeniem tego prawa czyli art. 5 KC.
Na szczęście piesek ma się dobrze, do sprawy sądowej nie doszło, bo pierwotna właścicielka zrezygnowała z sądowego dochodzenia. I liczę na to, że Pani ta nie znajdzie się w niedostatku tzn. bez środków na utrzymanie, a zawarta transakcja nie okaże się umową darowizny, bo wtedy obdarowany powinien udzielić jej świadczeń na utrzymanie do wartości wzbogacenia, bo to już było by bezsensowne.

Adwokat dr Mariusz Poślednik
www.adwokatposlednik.pl

niedziela, 29 lipca 2012

KOMORNICZE „POSIADANIE”


W niniejszym artykule chciałem napisać kilka słów na temat sprawy pewnego Pana z Będzina, któremu to komornik chce zlicytować pojazd typu quad, choć ten pan wcale nie był dłużnikiem czyli osobą zobowiązaną do oddania komuś jakiejś kwoty. Sprawę nagłośniła polsatowska „Interwencja" jak i temat został poruszony na stronie tego programu, która znajduje się pod linkiem:  ARTYKUŁ
             Dłużnikiem był właściciel zakładu naprawczego, do którego oddany został ten pojazd w celu jego naprawienia. I komornik wszczął postępowanie egzekucyjne, poprzez zajęcie ruchomości znajdujących się w tymże zakładzie naprawczym. Zajął również feralnego quada, który został przyjęty do naprawy, wobec czego nie stanowił własności właściciela warsztatu naprawczego tj. dłużnika. Z tego programu dowiedziałem, się że właściciel zakładu naprawczego tłumaczył komornikowi, że ten pojazd nie stanowi jego własności, lecz jest własnością klienta, który zlecił mu jego naprawę. Niestety, ale komornika to nie wzruszyło i wspomniany pojazd zajął na poczet egzekucji.
Zaś kiedy właściciel tego pojazdu dowiedział się o sprawie i złożył stosowne powództwo przeciwegzekucyjne tzn. wniosek o wyjęcie tej rzeczy spod egzekucji, to już opłynął mu termin na wniesienie tego środka prawnego, gdyż wynosi on 30 dni. I sąd oddalił jego wniosek. Ale nie ten wątek jest przedmiotem mojego artykułu, którym jest spóźnienie się z pismami sądowymi przez prawowitego właściciela. Do takiej sytuacji w ogóle nie powinno dojść, bo komornik nie powinien zajmować tej ruchomości. I nie były wymagane tutaj żadne tłumaczenia ze strony właściciela zakładu naprawczego, że pojazd należy do osoby trzeciej. Otóż zabrakło dobrej woli ze strony komornika. Komornik tutaj się tłumaczy, że przepisy dają mu uprawnienie, że ma prawo zająć ruchomości znajdujące się we władaniu dłużnika tj, przedmioty znajdujące się w posiadaniu dłużnika. Niewątpliwie jest to nieścisłość w przepisach egzekucyjnych i dylemat do rozwiązania przez prawników i polityków. Jednak tutaj komornik powinien wykazać się zdrowym rozsądkiem i nie zajmować quada jego prawowitemu właścicielowi.
Niestety, ale u komornika zadziałały jakieś nieludzkie instynkty i postanowił zająć wspomnianego quada. Świadomie używam tu pojęcia „nieludzkich instynktów", bo dokładnych określeń, to pozwolę sobie użyć w gronie towarzyskim. Ale niewątpliwie jest to wierutna niegodziwość ze strony komornika. Przechodząc do meritum sprawy, to na taki pojazd są dokumenty własności do których należy umowa kupna i dowód rejestracyjny. Rozumiem, że dłużnik jest zainteresowany, aby mu zlicytować jak najmniej majątku i zainteresowany jest ukrywaniem rzeczy do niego należących. Dlatego tez może tłumaczyć, że najnowsza plazma w jego salonie należy do mamy a Mercedes stojący przed blokiem to własność jego cioci. Ale nie taka była intencja ustawodawcy, który tworzył te przepisy. Miały one na celu ułatwienie zajmowania przedmiotów, z których można zaspokoić wierzyciela.
Dlatego też istnieje uprawnienie, które daje prawo zajmowania przedmiotów znajdujących się w posiadaniu dłużnika, aby potem właściciele, w dosyć krótkim termin.
Adwokat dr Mariusz Poślednik
www.adwokatposlednik.pl

czwartek, 5 lipca 2012

Jak ubiegać się o odszkodowanie od biura podróży

Na złożenie reklamacji klient ma 30 dni od powrotu z wycieczki. W takim samym terminie jej organizator musi na nią odpowiedzieć. Jeżeli tego nie zrobi, oznacza to, że uznał roszczenia.



Czy mogę złożyć reklamację, jeśli nie jestem zadowolony

Wspólnie z żoną wybraliśmy się w wymarzoną podróż do Chin. Pomimo, że zapłaciliśmy za nią dużo pieniędzy, to nie spełniła ona naszych oczekiwań. Biuro nie wywiązało się ze wszystkich warunków umowy. Spaliśmy w hotelach o niższym standardzie, jedzenie nie było urozmaicone, a na dodatek nie pojechaliśmy do wszystkich planowanych miejsc. Czy mimo że wycieczka już się zakończyła i wróciliśmy do Polski, to mogę jeszcze zareklamować taki nieudany wyjazd?

Czy muszę złożyć reklamację u rezydenta

Byłem na wczasach w Turcji. Na miejscu okazało się, że hotel, w którym nas zakwaterowano, ma niższe standardy, niż było napisane w umowie. Nie chciałem sobie jednak psuć wakacji i nie zgłosiłem takich zastrzeżeń na miejscu u rezydenta. Po powrocie z wakacji postanowiłem jednak złożyć reklamację w biurze podróży, ale ono nie chce jej przyjąć, twierdząc, że powinienem ją złożyć w trakcie pobytu na wakacjach. Czy reklamacja musi być złożona podczas wypoczynku u rezydenta?

Czy biuro ma jakiś termin na odpowiedź na reklamację

Po powrocie z wakacji udałem się do biura podróży i złożyłem reklamację, gdyż nie byłem zadowolony z wycieczki. Od tego czasu upłynęło już ponad dwa miesiące, a biuro nadal nie odpowiedziało. Czy to oznacza, że została ona uwzględniona?

Czy mogę odstąpić wycieczkę swojemu kuzynowi

Podpisałem umowę na obóz żeglarski i za niego zapłaciłem. Okazało się jednak, że ze względów zdrowotnych nie mogę wziąć w nim udziału. Nie chcę stracić pieniędzy, więc chcę odstąpić wycieczkę kuzynowi. Czy mogę to zrobić?

Czy biuro musi mi zwrócić pieniądze

Podczas wakacji w Hiszpanii mieliśmy popłynąć statkiem na pobliską wyspę. Na miejscu okazało się, że wycieczka się odbędzie, jednak popłyniemy na inną wyspę, niż pierwotnie planowaliśmy. Po powrocie z tej zamiennej wycieczki uznałem jednak, że biuro nie wywiązało się z umowy, zmieniło bowiem miejsce wycieczki. Czy w związku z tym biuro musi mi zwrócić pieniądze?

Czy można reklamować podwyższenie ceny

Podczas pobytu w Egipcie rezydentka poinformowała nas, że właściciel hotelu podwyższył cenę posiłków i napojów i w związku z tym musimy dopłacić po 1000 zł. Na miejscu nie mieliśmy wyjścia i musieliśmy zapłacić te pieniądze. Po powrocie jednak chcielibyśmy je odzyskać. Czy możemy zażądać zwrotu zapłaconych dodatkowo pieniędzy?

Czy można reklamować wycieczkę last minute

Kupiłem bardzo atrakcyjną wycieczkę zagraniczną w ofercie last minute. Boję się jednak, że za niższe pieniądze dostanę na miejscu niższy standard, niż wynika to z umowy. Czy jeżeli okaże się, że biuro nie wywiąże się z podpisanej ze mną umowy, to będę mógł w normalnym trybie złożyć reklamację?

Czy biuro odpowiada za swojego kontrahenta

Chciałam zareklamować jedną z wycieczek, jakie biuro podróży gwarantowało nam podczas zagranicznych wczasów. Organizator twierdzi jednak, że nie mogę złożyć takiej reklamacji, ponieważ wycieczki nie organizował on, ale miejscowe biuro, z którym organizator na stałe współpracuje. Czy biuro ponosi odpowiedzialność również za zagranicznych kontrahentów, z którymi współpracuje?

wtorek, 19 czerwca 2012

WADY POSTĘPOWANIA ELEKTRONICZNEGO PRZED E-SĄDEM


Inspiracją do napisania tych kilkunastu zdań, był opublikowany przed kilkoma dniami artykuł dotyczący e-sądu. Mowa o VI Wydziale Cywilnym Sądu Rejonowego Lublin -Zachód, rozpatrującego sprawy w postępowaniu upominawczym. W tym sądzie na chwilę obecną złożonych jest kilka milionów spraw, a uzyskanie nakazu zapłaty ma być w założeniu tanie i proste, zaś jedna z firm zagranicznych złożyła ok. 200 tys. pozwów. W postępowaniu przed tym sądem chodzi o złożenia pozwu w formie elektronicznej z żądaniem wydania nakazu zapłaty. Normalnie, w każdym sądzie odbywa się to poprzez złożenie pozwu na odpowiednim formularzu sądowym. Tutaj zaś złożenie pozwu następuje w drodze elektronicznej, przez podmiot dysponujący podpisem elektronicznym. Jest to wygodna i tańsza w opłaceniu, forma uzyskania nakazu zapłaty, niż w zwykłej drodze „papierowej". Jednak druga strona medalu tej formy dochodzenia sprawiedliwości jest taka, że szereg firm windykacyjnych, mających również swoje siedziby poza granicami kraju, opracowało metodę uzyskiwania korzystnych dla siebie nakazów zapłaty nieistniejących lub podlegających przedawnieniu roszczeń i należności.
Ta metoda jest tańsza od tradycyjnej papierowej metody, a także i łatwiejsza bo komputerowo zmechanizowania . Wielokrotnie klienci mojej kancelarii właśnie byli obciążani nieistniejącymi lub przedawnionymi wierzytelnościami, które musieli by spłacić, gdyby nie to, że się odwołali. Chodzi o wierzytelności, które hurtem zostały nabyte i teraz są dochodzone przed tymże sądem elektronicznym w Lublinie. Są to przede wszystkim wierzytelności bankowe, ale i zdarzają się z innych tytułów np: zaległość za telewizję satelitarną z 2002 r., odkupiona od jednego z dostarczycieli telewizji satelitarnej. Otóż traf chciał, że z tym problemem zgłosił się do mnie mój znajomy, gdyż komornik wskoczył mu już na rentę do ZUS-u i chce sobie potrącać z jego renty prawomocny wyrok, wydany właśnie przez lubelski sąd. Smaczku jeszcze dodaje fakt, że w pozwie podano stary adres korespondencyjny, na który doszedł nakaz zapłaty, lecz pozwany nie miał możliwości zapoznać się z jego treścią i odwołać się od niego, gdyż po prostu o nim nie wiedział. Zaś operator satelitarny w trakcie trwania umowy o dostarczanie telewizji satelitarnej (więc do 2002) r. posługiwał się aktualnym adresem abonenta czyli tym nowym. Zaś powód (jakaś firma windykacyjna reprezentowania przez kancelarie prawną) w pozwie podał stary adres zamieszkania pozwanego – abonenta.
Czyżby po to aby machina sprawiedliwości tak daleko zaszła, żeby nie można tego odkręcić, tj aby nie wiedział o fakcie wydania wobec niego niekorzystnego nakazu zapłaty i nie mógł się odwołać. Teraz właśnie mój znajomy z moja pomocą, próbuje odkręcić ten wyrok – wnosimy o przywrócenie terminu na wniesienie sprzeciwu od nakazu zapłaty i jednocześnie tymczasowe zaniechanie egzekucji komorniczej. Pomieszanie z poplątaniem. Niestety, ale w tym tkwi słabość tego postępowania, gdyż sąd orzeka na podstawie dowodów przedstawionych przez jedną tylko stronę. Zaś pozwany może przedstawić przeciwdowody, jedynie w ramach wniesienia odwołania tj. wniesienia sprzeciwu lub zarzutów od nakazu zapłaty. Z tym moim znajomym to sprawa się przedstawia w ten sposób, że on nie zalegał z abonamentem za świadczenie usług telewizji satelitarnej. A nawet gdyby nie płacił, to i tak by się one przedawniły, bo mamy już 2012 r.. Otóż klienci firmy windykacyjnej (czy tez sama firma windykacyjna), nabyli nieistniejącą wierzytelność, gdyż abonament był płacony i nie powstały żadne zaległości. Ale kiedy hurtem się dochodzi tego rodzaju należności w tak łatwej do wniesienia i uproszczonej formie elektronicznej, wtedy istnieje duże prawdopodobieństwo, że w tak dużej ilości rozpatrywanych spraw, ileś ud się „wygrać".
Chyba na tym polega mechanizm, że te firmy windykacyjne (lub wnoszące w ich imieniu kancelarie prawne sprawy), hurtem wnoszą w drodze elektronicznej pozwy o wydanie nakazu zapłaty. Następnie liczą na nieudolność pozwanego, że ten nie wniesie odwołania. Bo ten np: nie pamięta już czy rozliczył ostatecznie się z kontrahentem i wszystko płacił, bo nie zna okresu przedawnienia, bo nie wie jak się odwołać, bo jest stary i zapomni się odwołać itd. Smutne jest to, że tenże właśnie lubelski sąd elektroniczny stal się narzędziem masowego wydawania wyroków o nieistniejące lub przedawnione należności. O ile w drodze papierowej miało to charakter w miarę jednostkowy, to teraz ma charakter hurtowy. Właśnie ta elektroniczna forma masowego wnoszenia spraw i opłacenia taniej niż w formie papierowej, stworzyła skuteczny i wygodny sposób uzyskiwania korzystnych nakazów zapłaty. Nie kwestionuję, że wszystkie sprawy wnoszone, do tegoż sądu mają charakter próby wyłudzenia obowiązku zapłaty określonej kwoty w ramach uzyskanego sadowego nakazu zapłaty. Oczywiście są tam też rzeczywiste i istniejące należności. Ja jedynie przytaczam przykłady ze swoje życia i pracy zawodowej, że co niektóre firmy wyspecjalizowały się w hurtowym, sądowym uzyskaniu obowiązków zapłaty co do nienależnych świadczeń . Sam również padłby m w zeszłym roku ofiarą wyłudzenia przez firmę windykacyjną nienależnej kwoty. Otóż w 2002 r. w drodze rozmowy telefonicznej postanowiłem założyć internetowy rachunek bankowy. Niestety, ale nie sfinalizowałem tej sprawy, gdyż nie odesłałem bankowi podpisanego przez mnie egzemplarza umowy o prowadzenie rachunku bankowego. O sprawie zapomniałem. Niestety, ale w 2005 r. byłem zmuszony do przypomnienia sobie, gdyż bank przysłał mi wezwanie do zapłaty kwoty ok. 60 zł. Potraktowałem to jako próbę wyłudzenia, gdyż w moim rozumieniu nigdy bank nie prowadził mi rachunku bankowego, więc za co miałbym płacić ?. Powiadomiłem o tym miejscową prokuraturę, składając podejrzenie popełnienia przestępstwa polegającego na próbie wyłudzenia tej kwoty, jak i sfałszowaniu umowy. Ksero tego dokumentu przesłałem do banku. Po nieodległym czasie otrzymałem z banku na piśmie przeprosiny, że ktoś pochopnie wprowadził mnie do systemu komputerowego i naliczano mi opłatę za prowadzenie konta, choć nigdy nie sfinalizowałem tej usługi, bo nie odesłałem umowy. I jednocześnie w tym piśmie umorzono mi tą kwotę. I zapomniałem znów o tej sprawie.
Dobrze, że to pismo zostawiłem sobie na pamiątkę, bo w czerwcu 2012 r. pewna firma windykacyjna zażądała ode mnie kwoty ok. 300 zł, wystosowując do mnie pisemne wezwanie i strasząc procesami, ich wysokimi kosztami i wpisami do rejestrów dłużników. Na szczęście sympatyczny Pan na infolinii poinformował mnie, że zadłużenie dotyczy właśnie tego banku z 2002 r. . Ja zaś go poinformowałem, że to zadłużenie było nienależne, i że w 2005 r. tą kwotę umorzono mi umorzono, a sprawę zamknięto. I że otrzymałem takowe pismo w tamtejszym czasie. Niestety, ale Pan stwierdził, że żadnego takiego pisma umarzającego nie ma w dokumentacji i są tylko wewnątrzbankowe dokumenty, z których jasno wynika, że jestem bankowi coś winien. I Pan sprawę zwiesił na kilka dni, do chwili kiedy pocztą nie prześlę kserokopii tego pisma, bo jak pamiętam to wezwanie do zapłaty otrzymałem 13 czerwca, z żądaniem spłaty do 15 czerwca. A jak nie to do rejestrów dłużników mnie wpiszą itp. Gdyby nie przechowywanie przeze mnie pismo, to i tak podniósł bym zarzut przedawnienia przed sądem. Minął rok i sprawa ucichła, i nikt nie domaga się ode mnie tej kwoty. Ale gdyby nie to pismo, to musiałbym odwoływać się od nakazu zapłaty, wyjaśniać że nic nikomu nie jestem winien lub że się przedawniło. I w ogóle musiałbym użerać się po sądach co do tak niskiej kwoty. A piszę to dlatego, gdyż na polskim rynku funkcjonuje spora grupa firm windykacyjnych czy też zajmujących się obrotem wierzytelnościami, które w ramach uproszczonego postępowania dochodzą niewielkich kwot, aczkolwiek w ramach ich hurtowego dochodzenia, to dla nich opłacalnych. I liczą na zniechęcenie, nieopłacalność i inne powody przeciętnego Kowalskiego, który się nie odwoła. Natomiast postępowanie elektroniczne przed sądem lubelskim jeszcze im tę sprawę uprościło i ułatwiło. Smutne jest również to, że nabywca wierzytelności kupuje je hurtem i często nie wie, że wśród nich jest mnóstwo nienależnych płatności, stwierdzonych jedynie dokumentami wewnątrzksięgowymi, podnoszącymi ich wartość sprzedaży. Zaś obiektywnie nienależnymi, bo niemożliwymi do obrony przed sądem. Tak właśnie było w moim przypadku, przypadku mojego znajomego i klientów mojej kancelarii . I ma znacznie szerszy zakres.

Adwokat dr Mariusz Poślednik
www.adwokatposlednik.pl

niedziela, 22 kwietnia 2012

Uwaga na regulaminy e-sklepów! Odbiór osobisty to nie zawsze dobry wybór


Kupowanie przez internet ma swoje pułapki. Przekonał się o tym jeden z naszych czytelników. Ale Interwencjom Komputer Świata udało się pomóc w załatwieniu jego problemu

To się dopiero nazywa nietrafiony prezent... Przed Świętami Wielkanocnymi 2012 roku pan Anatol, 73-letni emeryt z Lublina kupił przez internet w sklepie morele.net tablet, który miał być świątecznym podarunkiem dla jego wnuczki. Urządzenie odebrał osobiście w jednym z oddziałów sklepu w Lublinie – uznał, że tak będzie wygodniej, nie chciał bowiem czekać i płacić dodatkowo za dostawę towaru do domu.

- Niestety, kiedy chciałem ten tablet podarować wnuczce okazało się, że ona już dostała inny tablet od innego członka naszej rodziny – 
mówi pan Anatol. – Nie pozostało mi nic innego, niż oddać zakupiony sprzęt do sklepu.

Regulaminowe niuanse

Pan Anatol wysłał do sklepu e-mail z pytaniem w jaki sposób mógłby zwrócić zakupiony i teraz już zbędny tablet. Odpowiedź nieco zdziwiła naszego czytelnika. Sklep napisał bowiem między innymi:

Niestety z przyczyn proceduralnych zgłoszenie nie może zostać przyjęte. Możliwość zwrotu towaru w ciągu 10 dni od daty zakupu przysługuje wyłącznie osobom fizycznym, które dokonały zakupu za pośrednictwem kuriera lub poczty. Zgodnie z zapisami regulaminu (pkt. 14) złożenie rezerwacji z odbiorem osobistym nie skutkuje powstaniem czynności prawnej jaką jest zawarcie umowy. Realizacja powstałej rezerwacji jest dokonywana na miejscu w lokalu (nie mamy więc tutaj do czynienie z zawarciem umowy na odległość).


Pan Anatol nie bardzo mógł zrozumieć sposobu postępowania sprzedawcy. Był przekonany, że odbierając zakupiony sprzęt osobiście oszczędza czas nie tylko swój, lecz także pracowników sklepu. Okazuje się jednak, że popełnił błąd.
 
- Co do zasady osobisty odbiór zakupionego towaru nie wyłącza prawa do odstąpienia od umowy (i innych szczególnych uprawnień konsumenta przy sprzedaży na odległość) wyjaśnia Piotr Niezgódka, adwokat. - Użyłem określenia „co do zasady”, bowiem sklep może to w bardzo łatwy sposób ominąć pisząc w regulaminie, że przy wybraniu opcji odbioru bezpośrednio w sklepie z chwilą kliknięcia opcji „zamawiam” nie dochodzi do zawarcia umowy, lecz wyłącznie do „rezerwacji” towaru. Umowa przy wyborze tej opcji zawierana jest dopiero przy odbiorze towaru, w wyniku czego nie znajdują zastosowania regulacje dotyczące sprzedaży na odległość. Na wszelki wypadek należy więc dokładnie czytać regulaminy e-sklepów.

Nie wszystko stracone

Wydawałoby się, że sytuacja, w której znalazł się Pan Anatol jest bez wyjścia i naszemu czytelnikowi pozostanie jedynie sprzedaż zakupionego tabletu na internetowej aukcji z nieuniknioną w tym wypadku stratą finansową.
Komputer Świat zdając sobie sprawę z tego, że sklep jest na wygranej pozycji, wysłał jednak mail do morele.net z prośbą o przychylne potraktowanie sprawy pana Anatola i umożliwienie zwrotu tabletu. Już następnego dnia do redakcji przyszła odpowiedź, w której pracownicy sklepu prosili o dane naszego czytelnika i obiecali, że tym razem zwrócą klientowi pieniądze za sprzęt pomimo faktu, że został on odebrany osobiście.
Tak też się stało. Pan Anatol potwierdził nam kontakt ze sklepem i pomyślne zakończenie swojej przygody z nietrafionym prezentem dla wnuczki.
Tym razem więc się udało dzięki życzliwości pracowników morele.net, którzy ponad literę swojego regulaminu postawili życzliwe podejście do klienta. Przy okazji wyjaśnili też w e-mailu do Interwencji motywy wprowadzenia do regulaminu wspomnianych zapisów o odbiorze osobistym:
Chcemy naszym wszystkim Klientom zaoferować najkorzystniejszą ofertę. Chodzi tu oczywiście o ceny produktów, które musiałyby zostać zawyżone z uwagi na straty generowane przez zwroty z naszych salonów (net-punktów). Zdecydowaliśmy się więc wykluczyć możliwość dokonania zwrotu w przypadku odbioru osobistego, lecz chcemy tu podkreślić, że każdą sprawę rozpatrujemy indywidualnie.
Ostatnie zdanie wskazuje więc na to, że nie zawsze wszystko jest stracone, gdy nieopatrznie i w dobrej wierze odbierzemy osobiście towar zakupiony w internecie. Na wszelki wypadek jednakpamiętajmy, by uważnie śledzić regulaminy e-sklepów. To najlepszy sposób na uniknięcie kłopotów, nie zawsze bowiem natrafimy na życzliwych sprzedawców.

Materiał pochodzi z http://www.komputerswiat.pl

środa, 18 kwietnia 2012

Odszkodowanie, gdy sprawca wypadku jest nieznany


Każdy kierowca narażony jest na stłuczki. Zdarza się niestety, że sprawca wypadku ucieka z miejsca zdarzenia, a poszkodowanym nie udaje się spisać numeru rejestracyjnego pojazdu, który spowodował uszkodzenia. Czy mamy wówczas szansę uzyskać odszkodowanie? Tak. Pomoże nam w tym Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny.

- „UFG został stworzony po to, by poszkodowani nie pozostawali bez ochrony. Fundusz pokrywa bowiem szkody wyrządzone przez nieznanych lub nieubezpieczonych sprawców wypadków drogowych” – mówi Oktawiusz Ozimski, ekspert ds. ubezpieczeń w Link4.

Niezidentyfikowany lub nieubezpieczony sprawca
W tej sytuacji przysługuje nam z UFG odszkodowanie za szkody osobowe (np. zadośćuczynienie, zwrot kosztów leczenia, rehabilitacji, itp.) oraz materialne (np. uszkodzenie pojazdu lub innego mienia). W przypadku szkód materialnych wypłata następuje w sytuacji, gdy w wypadku doszło do obrażeń ciała u któregokolwiek z jego uczestników, a uszczerbek na zdrowiu trwał dłużej niż 14 dni. Należy pamiętać, że UFG nie wypłaca odszkodowań za kolizje spowodowane przez nieustalonych sprawców, w których nikt nie odniósł obrażeń.

Ochrona poszkodowanego dotyczy także sytuacji, w których znamy sprawcę szkody, ale nie posiada on obowiązkowego ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych. Takich kierowców, pomimo dotkliwych sankcji finansowych, po polskich drogach jeździ ok. 200 tys.

Jak należy postępować?
Pomimo stresu, który zazwyczaj towarzyszy nam po wypadku, musimy pamiętać o wykonaniu trzech istotnych czynności. Najpierw zgłaszamy policji kolizję, której byliśmy uczestnikami – bez tego nie mamy co liczyć na wypłatę jakiegokolwiek odszkodowania. Następnie staramy się pozyskać gotowość ewentualnych świadków do złożenia zeznań, które potwierdzą, że sprawca kolizji zbiegł z miejsca zdarzenia. Kolejną czynnością jest zgłoszenie szkody jakiemukolwiek ubezpieczycielowi, w celu rozpoczęcia procesu likwidacji szkody. Po otrzymaniu zgłoszenia przeprowadza on postępowanie w zakresie ustalenia zasadności oraz wysokości dochodzonych roszczeń i niezwłocznie przesyła zebraną dokumentację do Funduszu, powiadamiając o tym osobę zgłaszającą roszczenie.

Faktyczne wypłaty
W ubiegłym roku Fundusz wypłacił ponad 51,7 mln zł świadczeń za zdarzenia spowodowane przez nieubezpieczonych lub niezidentyfikowanych sprawców. Dotyczyło to 6,2 tys. przypadków, zgłoszonych do UFG w 2011 roku.

Jeśli nikt nie ucierpiał
Najgorsza jest dla nas sytuacja, gdy sprawca jest nieznany, nasz samochód jest poważnie uszkodzony, a w wypadku nikt nie ucierpiał. Wówczas za naprawę pojazdu będziemy musieli zapłacić z własnej kieszeni. – „ Dlatego też warto rozejrzeć się za ubezpieczeniem autocasco, dzięki któremu otrzymamy odszkodowanie z naszej firmy ubezpieczeniowej” – podsumowuje Oktawiusz Ozimski, ekspert ds. ubezpieczeń w Link4.
Każdy kierowca narażony jest na stłuczki. Zdarza się niestety, że sprawca wypadku ucieka z miejsca zdarzenia, a poszkodowanym nie udaje się spisać numeru rejestracyjnego pojazdu, który spowodował uszkodzenia. Czy mamy wówczas szansę uzyskać odszkodowanie? Tak. Pomoże nam w tym Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny.
Materiał pochodzi z www.motofakty.pl

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Odszkodowanie za dziury w drodze

Po zimie w wielu miejscach powstają dziury w asfalcie, które stanowią realne zagrożenie dla naszego samochodu, a co za tym idzie naszego bezpieczeństwa. Powszechnie wiadomo, że kierowca którego auto uległo uszkodzeniu w skutek złego stanu nawierzchni może ubiegać się o odszkodowanie. Pozostaje jednak pytanie jak skutecznie dochodzić odszkodowania i kiedy faktycznie ono się należy? Odpowiedzialni za dziury 
Zgodnie z art. 19 ustawy o drogach publicznych z dnia 21 marca 1985 r. zarządcą drogi jest organ administracji rządowej lub jednostki samorządu terytorialnego, do którego należą sprawy z zakresu planowania, budowy, przebudowy, remontu, utrzymania i ochrony dróg. W zależności od rodzaju drogi, odpowiedzialni za szkody wynikłe z jej użytkowania są odpowiednio:  
1.    dla dróg krajowych - Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad,
2.    dla dróg wojewódzkich - zarząd województwa,
3.    dla dróg powiatowych - zarząd powiatu,
4.    dla dróg gminnych - wójt (burmistrz, prezydent miasta).
Po zimie w wielu miejscach powstają dziury w asfalcie, które stanowią realne zagrożenie dla naszego samochodu, a co za tym idzie naszego bezpieczeństwa. Powszechnie wiadomo, że kierowca którego auto uległo uszkodzeniu w skutek złego stanu nawierzchni może ubiegać się o odszkodowanie. Pozostaje jednak pytanie jak skutecznie dochodzić odszkodowania i kiedy faktycznie ono się należy? Odpowiedzialni za dziury 
Zgodnie z art. 19 ustawy o drogach publicznych z dnia 21 marca 1985 r. zarządcą drogi jest organ administracji rządowej lub jednostki samorządu terytorialnego, do którego należą sprawy z zakresu planowania, budowy, przebudowy, remontu, utrzymania i ochrony dróg. W zależności od rodzaju drogi, odpowiedzialni za szkody wynikłe z jej użytkowania są odpowiednio:  
1.    dla dróg krajowych - Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad,
2.    dla dróg wojewódzkich - zarząd województwa,
3.    dla dróg powiatowych - zarząd powiatu,
4.    dla dróg gminnych - wójt (burmistrz, prezydent miasta).

Po zimie w wielu miejscach powstają dziury w asfalcie, które stanowią realne zagrożenie dla naszego samochodu, a co za tym idzie naszego bezpieczeństwa. Powszechnie wiadomo, że kierowca którego auto uległo uszkodzeniu w skutek złego stanu nawierzchni może ubiegać się o odszkodowanie. Pozostaje jednak pytanie jak skutecznie dochodzić odszkodowania i kiedy faktycznie ono się należy? Odpowiedzialni za dziury 

Zgodnie z art. 19 ustawy o drogach publicznych z dnia 21 marca 1985 r. Fot: creandi.plzarządcą drogi jest organ administracji rządowej lub jednostki samorządu terytorialnego, do którego należą sprawy z zakresu planowania, budowy, przebudowy, remontu, utrzymania i ochrony dróg. W zależności od rodzaju drogi, odpowiedzialni za szkody wynikłe z jej użytkowania są odpowiednio:
1.    dla dróg krajowych - Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad,
2.    dla dróg wojewódzkich - zarząd województwa,
3.    dla dróg powiatowych - zarząd powiatu,
4.    dla dróg gminnych - wójt (burmistrz, prezydent miasta).

W granicach miast na prawach powiatu zarządcą wszystkich dróg publicznych, z wyjątkiem autostrad i dróg ekspresowych, jest prezydent miasta. Zadania związane z administrowaniem dróg przekazywane są jednak najczęściej właściwym jednostkom organizacyjnym. Natomiast drogami wewnętrznymi zarządza natomiast właściciel terenu, najczęściej jest to spółdzielnia lub wspólnota mieszkaniowa. Art. 20 ustawy o drogach publicznych wskazuje, iż na zarządcy drogi spoczywa szereg obowiązków, w tym tych związanych z utrzymaniem nawierzchni dróg, chodników, przeprowadzaniem okresowych kontroli stanu dróg, jak również wykonywaniem robót interwencyjnych, utrzymaniowych i zabezpieczających.

Kiedy po odszkodowanie?
Jeżeli na skutek złego stanu drogi doszło do uszkodzenia samochodu poszkodowany może domagać się od zarządcy drogi wypłaty odszkodowania. Odpowiedzialność zarządcy jest oparta o zasadę winy. Zgodnie z art. 415 Kodeksu cywilnego kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, zobowiązany jest do jej naprawienia. - Obowiązek naprawienia szkody przez zarządcę drogi powstaje, w momencie działania lub zaniechania, które noszą znamiona winy i polegają na naruszeniu obowiązków określonych w przepisach prawa – tłumaczy  Jakub Brykczyński z Kancelarii Brykczyński i Partnerzy. Coraz więcej osób zaczyna dochodzić swoich praw, licząc na pozytywne rozpatrzenie złożonego przez nich wniosku. Zwiększony ruch roszczeniowy powinien skłonić władze do przemyślenia kwestii ciągłego łatania dziur, zamiast gruntownego remontu – dodaje J. Brykczyński.

W takiej sytuacji znalazł się również pan Kamil Stroiński – poznański kierowca. Samochodem dojeżdżam codziennie do pracy. Sam przejazd przez miasto to nie lada wyzwanie. Ulica Naramowicka to prawdziwa zmora dla kierowców. Koleiny są tak ogromne, że wyglądają jak garby – mówi K. Stroiński. Po jednej z takich wycieczek urwałem zawieszenie. Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i tym razem nie odpuścić, bo w końcu ile można płacić za ciągłe naprawy. Zrobiłem klika zdjęć, opisałem całą sprawę i złożyłem wniosek do urzędu. Nie pozostaje nic innego jak czekać na decyzję – dodaje Pan Kamil.

Jak przygotować dokumentację?
Aby móc dochodzić odszkodowania od zarządcy drogi należy przygotować stosowną dokumentację oraz ustalić kto odpowiada za stan drogi. Zgodnie z art. 6 Kodeksu cywilnego, ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z tego faktu wywodzi skutki prawne. Oznacza to, iż na właścicielu samochodu, który występuje z roszczeniem do zarządcy spoczywa obowiązek zebrania dowodów dotyczących szkody. Ciąży również na nim obowiązek udowodnienia, że szkoda jest wynikiem złego stanu drogi oraz że istnieje związek przyczynowy pomiędzy szkodą, a złym stanem drogi. Pomocne w tym są zdjęcia miejsca, w którym doszło do powstania szkody, zdjęcia uszkodzonego pojazdu, notatka policji lub straży miejskiej, zeznania świadków, czasami nawet opinia rzeczoznawcy. Od ilości i jakości dowodów zależy wysokość odszkodowania, a także czas w jakim możliwe będzie jego uzyskanie.

Wezwanie policji lub straży miejskiej na miejsce zdarzenia nie jest konieczne, ale notatka sporządzona przez te służby będzie bardzo pomocnym dowodem w sprawie. Należy pamiętać także, iż zebrane dowody wcale nie przesądzają o tym, że szkoda jest wynikiem złego stanu drogi. Warunek uzyskania odszkodowania jest jeden – szkodę musi spowodować zły stan drogi, a nie na zły stan techniczny pojazdu albo nadmierna prędkość. Dodatkowym dowodem w podobnej sprawie może być zapis trasy z monitoringu pojazdu, w ktorym oprócz samej historii jest również informacja o prędkości (w km) z jaką poruszał się pojzad- mówi Małgorzata Słodownik manager działu handlowego w firmie Neptis Sp. z o. o. Operatora systemu monitoringu pojazdu Flotis.pl.

Informację o zarządcy drogi można uzyskać w urzędzie gminy lub miasta, a wniosek o odszkodowanie należy złożyć do zarządcy drogi lub bezpośrednio do jego ubezpieczyciela. Na rozpoznanie sprawy przeznaczone jest 30 dni. Poszkodowany ma wybór, czy szkodę zgłosi zarządcy, czy też bezpośrednio powiadomi zakład ubezpieczeń (informacje o zakładzie ubezpieczeń można uzyskać u zarządcy).
W przypadku odmowy wypłaty odszkodowania pozostaje nam droga sądowa.
Materiał pochodzi z www.lex.pl

W granicach miast na prawach powiatu zarządcą wszystkich dróg publicznych, z wyjątkiem autostrad i dróg ekspresowych, jest prezydent miasta. Zadania związane z administrowaniem dróg przekazywane są jednak najczęściej właściwym jednostkom organizacyjnym. Natomiast drogami wewnętrznymi zarządza natomiast właściciel terenu, najczęściej jest to spółdzielnia lub wspólnota mieszkaniowa. Art. 20 ustawy o drogach publicznych wskazuje, iż na zarządcy drogi spoczywa szereg obowiązków, w tym tych związanych z utrzymaniem nawierzchni dróg, chodników, przeprowadzaniem okresowych kontroli stanu dróg, jak również wykonywaniem robót interwencyjnych, utrzymaniowych i zabezpieczających.

Kiedy po odszkodowanie? 
Jeżeli na skutek złego stanu drogi doszło do uszkodzenia samochodu poszkodowany może domagać się od zarządcy drogi wypłaty odszkodowania. Odpowiedzialność zarządcy jest oparta o zasadę winy. Zgodnie z art. 415 Kodeksu cywilnego kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, zobowiązany jest do jej naprawienia. - Obowiązek naprawienia szkody przez zarządcę drogi powstaje, w momencie działania lub zaniechania, które noszą znamiona winy i polegają na naruszeniu obowiązków określonych w przepisach prawa – tłumaczy  Jakub Brykczyński z Kancelarii Brykczyński i Partnerzy. Coraz więcej osób zaczyna dochodzić swoich praw, licząc na pozytywne rozpatrzenie złożonego przez nich wniosku. Zwiększony ruch roszczeniowy powinien skłonić władze do przemyślenia kwestii ciągłego łatania dziur, zamiast gruntownego remontu – dodaje J. Brykczyński.

W takiej sytuacji znalazł się również pan Kamil Stroiński – poznański kierowca. Samochodem dojeżdżam codziennie do pracy. Sam przejazd przez miasto to nie lada wyzwanie. Ulica Naramowicka to prawdziwa zmora dla kierowców. Koleiny są tak ogromne, że wyglądają jak garby – mówi K. Stroiński. Po jednej z takich wycieczek urwałem zawieszenie. Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i tym razem nie odpuścić, bo w końcu ile można płacić za ciągłe naprawy. Zrobiłem klika zdjęć, opisałem całą sprawę i złożyłem wniosek do urzędu. Nie pozostaje nic innego jak czekać na decyzję – dodaje Pan Kamil.

Jak przygotować dokumentację? 
Aby móc dochodzić odszkodowania od zarządcy drogi należy przygotować stosowną dokumentację oraz ustalić kto odpowiada za stan drogi. Zgodnie z art. 6 Kodeksu cywilnego, ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z tego faktu wywodzi skutki prawne. Oznacza to, iż na właścicielu samochodu, który występuje z roszczeniem do zarządcy spoczywa obowiązek zebrania dowodów dotyczących szkody. Ciąży również na nim obowiązek udowodnienia, że szkoda jest wynikiem złego stanu drogi oraz że istnieje związek przyczynowy pomiędzy szkodą, a złym stanem drogi. Pomocne w tym są zdjęcia miejsca, w którym doszło do powstania szkody, zdjęcia uszkodzonego pojazdu, notatka policji lub straży miejskiej, zeznania świadków, czasami nawet opinia rzeczoznawcy. Od ilości i jakości dowodów zależy wysokość odszkodowania, a także czas w jakim możliwe będzie jego uzyskanie.

Wezwanie policji lub straży miejskiej na miejsce zdarzenia nie jest konieczne, ale notatka sporządzona przez te służby będzie bardzo pomocnym dowodem w sprawie. Należy pamiętać także, iż zebrane dowody wcale nie przesądzają o tym, że szkoda jest wynikiem złego stanu drogi. Warunek uzyskania odszkodowania jest jeden – szkodę musi spowodować zły stan drogi, a nie na zły stan techniczny pojazdu albo nadmierna prędkość. Dodatkowym dowodem w podobnej sprawie może być zapis trasy z monitoringu pojazdu, w ktorym oprócz samej historii jest również informacja o prędkości (w km) z jaką poruszał się pojzad- mówi Małgorzata Słodownik manager działu handlowego w firmie Neptis Sp. z o. o. Operatora systemu monitoringu pojazdu Flotis.pl.

Informację o zarządcy drogi można uzyskać w urzędzie gminy lub miasta, a wniosek o odszkodowanie należy złożyć do zarządcy drogi lub bezpośrednio do jego ubezpieczyciela. Na rozpoznanie sprawy przeznaczone jest 30 dni. Poszkodowany ma wybór, czy szkodę zgłosi zarządcy, czy też bezpośrednio powiadomi zakład ubezpieczeń (informacje o zakładzie ubezpieczeń można uzyskać u zarządcy).

W przypadku odmowy wypłaty odszkodowania pozostaje nam droga sądowa.
W granicach miast na prawach powiatu zarządcą wszystkich dróg publicznych, z wyjątkiem autostrad i dróg ekspresowych, jest prezydent miasta. Zadania związane z administrowaniem dróg przekazywane są jednak najczęściej właściwym jednostkom organizacyjnym. Natomiast drogami wewnętrznymi zarządza natomiast właściciel terenu, najczęściej jest to spółdzielnia lub wspólnota mieszkaniowa. Art. 20 ustawy o drogach publicznych wskazuje, iż na zarządcy drogi spoczywa szereg obowiązków, w tym tych związanych z utrzymaniem nawierzchni dróg, chodników, przeprowadzaniem okresowych kontroli stanu dróg, jak również wykonywaniem robót interwencyjnych, utrzymaniowych i zabezpieczających.

Kiedy po odszkodowanie? 
Jeżeli na skutek złego stanu drogi doszło do uszkodzenia samochodu poszkodowany może domagać się od zarządcy drogi wypłaty odszkodowania. Odpowiedzialność zarządcy jest oparta o zasadę winy. Zgodnie z art. 415 Kodeksu cywilnego kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, zobowiązany jest do jej naprawienia. - Obowiązek naprawienia szkody przez zarządcę drogi powstaje, w momencie działania lub zaniechania, które noszą znamiona winy i polegają na naruszeniu obowiązków określonych w przepisach prawa – tłumaczy  Jakub Brykczyński z Kancelarii Brykczyński i Partnerzy. Coraz więcej osób zaczyna dochodzić swoich praw, licząc na pozytywne rozpatrzenie złożonego przez nich wniosku. Zwiększony ruch roszczeniowy powinien skłonić władze do przemyślenia kwestii ciągłego łatania dziur, zamiast gruntownego remontu – dodaje J. Brykczyński.

W takiej sytuacji znalazł się również pan Kamil Stroiński – poznański kierowca. Samochodem dojeżdżam codziennie do pracy. Sam przejazd przez miasto to nie lada wyzwanie. Ulica Naramowicka to prawdziwa zmora dla kierowców. Koleiny są tak ogromne, że wyglądają jak garby – mówi K. Stroiński. Po jednej z takich wycieczek urwałem zawieszenie. Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i tym razem nie odpuścić, bo w końcu ile można płacić za ciągłe naprawy. Zrobiłem klika zdjęć, opisałem całą sprawę i złożyłem wniosek do urzędu. Nie pozostaje nic innego jak czekać na decyzję – dodaje Pan Kamil.

Jak przygotować dokumentację? 
Aby móc dochodzić odszkodowania od zarządcy drogi należy przygotować stosowną dokumentację oraz ustalić kto odpowiada za stan drogi. Zgodnie z art. 6 Kodeksu cywilnego, ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z tego faktu wywodzi skutki prawne. Oznacza to, iż na właścicielu samochodu, który występuje z roszczeniem do zarządcy spoczywa obowiązek zebrania dowodów dotyczących szkody. Ciąży również na nim obowiązek udowodnienia, że szkoda jest wynikiem złego stanu drogi oraz że istnieje związek przyczynowy pomiędzy szkodą, a złym stanem drogi. Pomocne w tym są zdjęcia miejsca, w którym doszło do powstania szkody, zdjęcia uszkodzonego pojazdu, notatka policji lub straży miejskiej, zeznania świadków, czasami nawet opinia rzeczoznawcy. Od ilości i jakości dowodów zależy wysokość odszkodowania, a także czas w jakim możliwe będzie jego uzyskanie.

Wezwanie policji lub straży miejskiej na miejsce zdarzenia nie jest konieczne, ale notatka sporządzona przez te służby będzie bardzo pomocnym dowodem w sprawie. Należy pamiętać także, iż zebrane dowody wcale nie przesądzają o tym, że szkoda jest wynikiem złego stanu drogi. Warunek uzyskania odszkodowania jest jeden – szkodę musi spowodować zły stan drogi, a nie na zły stan techniczny pojazdu albo nadmierna prędkość. Dodatkowym dowodem w podobnej sprawie może być zapis trasy z monitoringu pojazdu, w ktorym oprócz samej historii jest również informacja o prędkości (w km) z jaką poruszał się pojzad- mówi Małgorzata Słodownik manager działu handlowego w firmie Neptis Sp. z o. o. Operatora systemu monitoringu pojazdu Flotis.pl.

Informację o zarządcy drogi można uzyskać w urzędzie gminy lub miasta, a wniosek o odszkodowanie należy złożyć do zarządcy drogi lub bezpośrednio do jego ubezpieczyciela. Na rozpoznanie sprawy przeznaczone jest 30 dni. Poszkodowany ma wybór, czy szkodę zgłosi zarządcy, czy też bezpośrednio powiadomi zakład ubezpieczeń (informacje o zakładzie ubezpieczeń można uzyskać u zarządcy).

W przypadku odmowy wypłaty odszkodowania pozostaje nam droga sądowa.

Jak to jest z autem zastępczym?


Zarówno, jeżeli wykorzystujesz samochód do celów zarobkowych czy też prywatnych, w razie wypadku możesz wynająć auto zastępcze. Koszty pokryte zostaną z OC sprawcy. Dotychczas ubezpieczyciele często odmawiali rekompensaty za wynajem, jeśli ubiegała się o nią osoba prywatna. W tej sprawie, tylko w 2011 r., Rzecznik Ubezpieczonych musiał interweniować aż 375 razy. Sytuacja się zmieniła.
Towarzystwa Ubezpieczeniowe muszą zwrócić poszkodowanemu koszty Fot: Maciej Pobochawynajęcia samochodu zastępczego, także w sytuacji, gdy korzystał on ze swojego uszkodzonego auta tylko w celach prywatnych – uznał Sąd Najwyższy. Pieniądze mają pochodzić z OC kierowcy, który spowodował wypadek.  – „Wcześniej zwrot kosztów, za najem pojazdu zastępczego, był najczęściej przyznawany, gdy uszkodzone auto służyło do prowadzenia działalności gospodarczej. Ubezpieczyciele na ogół odmawiali zapłaty za samochód zastępczy, jeśli właściciel wykorzystywał swoje auto prywatnie, np. do dojazdu do pracy, na zakupy, czy wożenie dzieci do szkoły.  Sąd Najwyższy stwierdził, że taki podział poszkodowanych pozbawiony jest jakichkolwiek podstaw prawnych” – komentuje Maciej Kuczwalski, ekspert CUK Centrum Ubezpieczeń Komunikacyjnych.

Istnieją sytuacje wykluczające możliwość wynajmu auta zastępczego z OC sprawcy. – „Auto nie należy się poszkodowanemu, gdy „sporadycznie” korzystał ze swojego zniszczonego auta bądź też dysponuje drugim samochodem, którym może jeździć, do momentu wypłaty odszkodowania i naprawy uszkodzonego pojazdu” – mówi Kuczwalski.

Od czego jest komunikacja miejska
Ubezpieczyciele najczęściej argumentowali odmowę zapłaty za wynajem auta zastępczego tym, że kierowca, który wykorzystywał swoje zniszczone auto wyłącznie do celów prywatnych, równie dobrze na czas naprawy może korzystać z komunikacji miejskiej. Sąd Najwyższy stwierdził, że towarzystwa nie mogą zmuszać poszkodowanego do jazdy komunikacją publiczną.  - „Obecne uwarunkowania rynkowe i społeczne, sprawiają, że codzienne korzystanie z pojazdu jest koniecznością, która wynika m.in. z wykonywania zawodu, miejsce zamieszkania czy w ogóle racjonalnego wykorzystania czasu. Posiadanie samochodu nie jest już żadnym luksusem, tylko najzwyklejszym standardem cywilizacyjnym ” – stwierdził Maciej Kuczwalski.

Rzecznik skargi liczy
Gdy Towarzystwo Ubezpieczeniowe sprawcy wypadku, nie chce zapłacić za wynajem auta zastępczego, można złożyć skargę do Rzecznika Ubezpieczonych.  Tylko w samym 2011 roku do Rzecznika wpłynęło aż 375 spraw dotyczących refundacji kosztów wynajmu pojazdu zastępczego z OC sprawcy wypadku. Jedne z głównych tematów skarg to m.in. odmowa zapłaty za pojazd zastępczy kierowcom, którzy wykorzystywali zniszczone auto do celów prywatnych oraz zakres refundacji poniesionych kosztów wynajmu, które ustalił ubezpieczyciel. Ostatnia kwestia polega na tym, że

Towarzystwa zwracały koszty wypożyczenia auta zastępczego wyłącznie za tzw. technologiczny czas naprawy, który nie uwzględniał wielu istotnych czynników, takich jak, np. zamówienia i konieczne oczekiwania na niezbędne do naprawy części. Zdaniem Rzecznika Ubezpieczonych zwrot kosztów pojazdu zastępczego należy się za czas rzeczywisty naprawy, czyli za okres, w którym poszkodowany faktycznie w związku z naprawą nie był w stanie używać własnego pojazdu.

Wypożyczyć auto możemy wszędzie
Poszkodowany kierowca może wynająć auto zastępcze w dowolnej wypożyczalni. Ubezpieczyciel nie może wskazać konkretnej firmy, narzucić wysokość stawek wynajmu czy limitów kilometrów, które kierowca może przejechać wynajętym autem. Jedynym warunkiem jest konieczność wyboru samochodu o podobnej klasie, jak ten, który uległ zniszczeniu w wypadku. 

Na rynku coraz więcej firm oferuje wypożyczenie auta zastępczego opłacanego z OC sprawcy. Do wynajmu auta zastępczego firmy wymagają zazwyczaj prawo jazdy kierowcy, a w przypadku osoby prowadzącej działalność gospodarczą, dodatkowo wpisu do ewidencji  lub odpisu z KRS. Sposobów płatności jest kilka. – „Można opłacić za wynajem z góry, a fakturę dostarczyć ubezpieczycielowi. Istnieje także możliwość skorzystania z tzw. wynajmu kredytowego, co umożliwia otrzymanie pojazdu zastępczego bez angażowania własnych pieniędzy. Wtedy, opłatę za najem można uregulować w terminie do 30 dni od jego zakończenia” – mówi Wojciech Gralewski z wypożyczalni AKM.  Jest też propozycja dla wygodnych. Wystarczy podać wypożyczalni numer szkody oraz numer polisy sprawcy i to ona w imieniu poszkodowanego rozliczy się bezpośrednio z firmą ubezpieczeniową.  Ceny za wynajem pojazdu zastępczego wahają się od 50 do 500 zł za dobę, w zależności od klasy auta.

Materiał pochodzi z www.motofakty.pl

czwartek, 22 marca 2012

Zwolnienie od kosztów sądowych

Zwolnienie od kosztów z mocy ustawy
Zwolnienie ustawowe uzależnione jest zarówno od rodzaju sprawy jak i od podmiotu, który występuje przed sądem. Z mocy ustawy od obowiązku uiszczania kosztów sądowych zwolnieni są:
  • strona dochodząca ustalenia ojcostwa,( za wyjątkiem oczywistej bezzasadności powództwa, sąd wówczas może obciążyć kosztami ) lub macierzyństwa  i roszczeń z tym związanych,
  • strona dochodząca roszczeń alimentacyjnych,oraz strona pozwana w sprawie o obniżenie alimentów
  • strona wnosząca o ustalenie postanowień umownych za niedozwolone
  • pracownik wnoszący powództwo lub strona wnosząca odwołanie do sądu pracy i ubezpieczeń społecznych za wyjątkiem zażalenie, apelacji, skargi kasacyjnej, oraz skargi o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia
  • kurator wyznaczony przez sąd orzekający lub sąd opiekuńczy w danej sprawie
  • prokurator, Rzecznik Praw Obywatelskich i Dziecka, Rzecznik Praw Pacjęta
  • powiatowy rzecznik praw konsumentów w sprawach naruszających zbiorowe interesy konsumentów lub konkurencję oraz indywidualnych interesów konsumenta;
  • inspektor pracy , związki zawodowe w sprawach z zakresu prawa pracy,
  • strona w sprawach związanych z ochroną zdrowia psychicznego
  • osoba ubezwłasnowolniona we wniosku dotyczącym zmiany lub uchylenia ubezwłasnowolnienia
  • strona dochodząca naprawienia szkód spowodowanych ruchem zakładu górniczego, o których mowa w dziale VIII ustawy z dnia 9 czerwca 2011 r
Koszty sądowe za podmioty wymienione powyżej pokrywane są tymczasowo przez Skarb Państwa. Tymczasowo, to znaczy do chwili decyzji sądu o pokryciu tych kosztów, która stanowi część orzeczenia sądowego.
W przypadku kuratora wyznaczonego przez sąd orzekający lub przez sąd opiekuńczy dla danej sprawy, jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, tymczasowo wydatki poniesione przez sąd ponosi strona, dla której kurator został ustanowiony. Jeżeli nie byłoby to możliwe – wydatki te ponosi strona, która swym wnioskiem lub czynnością spowodowała ustanowienie kuratora.
Należy zauważyć, że z ustawowego zwolnienia od kosztów sądowych korzystają także organizacje pozarządowe, nie prowadzące działalności gospodarczej, wnoszące powództwa na rzecz obywateli, gdyż do nich kodeks postępowania cywilnego nakazuje odpowiednie stosowanie przepisów o prokuratorze.
Niezależnie od zwolnień przewidzianych w kodeksie postępowania cywilnego, wiele ustaw szczegółowych zawiera zwolnienie stron od obowiązku uiszczania kosztów sądowych.
Zwolnienie od kosztów sądowych na wniosek
Dostęp do wymiaru sprawiedliwości nie może być ograniczany. W pewnych sytuacjach strony dochodzące swych praw przed sądem nie mają po prostu możliwości finansowych aby pokryć koszty sądowe. Dlatego też kodeks postępowania cywilnego dopuszcza zwolnienie z tych kosztów na wniosek.
Osoba fizyczna może zostać zwolniona od kosztów sądowych, jeżeli we wniosku o zwolnienie wykaże, że nie jest w stanie ich ponieść bez uszczerbku dla utrzymania koniecznego dla siebie i rodziny.
Wniosek taki powinien zawierać dokładne dane o stanie rodzinnym, majątkowym oraz o uzyskiwanych dochodach. Przyznanie zwolnienia od kosztów zależy tylko i wyłącznie od decyzji sądu, która sąd może podjąć na posiedzeniu niejawnym. W celu dokładniejszego zbadania rzeczywistej sytuacji majątkowej, zarobkowej i rodzinnej wnioskodawcy, sąd może zażądać przedstawienia dodatkowych dokumentów, a nawet zarządzić przeprowadzenie dochodzenia w tej sprawie, w szczególności wówczas, gdy na podstawie okoliczności sprawy lub oświadczeń strony przeciwnej, sąd poweźmie wątpliwości co do istotnego stanu majątkowego wnioskodawcy.
Zwolnienie od kosztów sądowych może być przyznane także osobie prawnej lub jednostce organizacyjnej nie posiadającej osobowości prawnej, jeżeli podmiot ten wykaże, że nie ma dostatecznych środków na pokrycie tych kosztów. Także w tym przypadku sąd może żądać przedstawienia dodatkowych dokumentów oraz przeprowadzić dochodzenie.
Jeżeli strona nie jest w stanie ponieść tylko części kosztów sądowych, sąd może zwolnić ją od kosztów tylko częściowo. Częściowe zwolnienie od kosztów sądowych może polegać na zwolnieniu od poniesienia bądź ułamkowej części kosztów sądowych, bądź określonej ich sumy, bądź też niektórych tylko opłat sądowych lub wydatków.
Jeżeli sąd nie przychyli się do wniosku i odmówi zwolnienia od kosztów sądowych, strona, która złożyła wniosek może złożyć zażalenie na postanowienie o zwolnieniu. Zażalenie należy złożyć w terminie tygodniowym od od dnia doręczenia postanowienia, a gdy strona nie zażądała doręczenia – od dnia ogłoszenia postanowienia (jeżeli postanowienie było ogłoszone na rozprawie).
Wniosek o zwolnienie
Wniosek o zwolnienie od kosztów sądowych powinien być przedstawiony sądowi na piśmie lub ustnie do protokołu w sądzie, w którym sprawa się ma toczyć, lub w którym juz się toczy. Oznacza to, że wniosek ten można złożyć zarówno przed rozprawą jak i w jej trakcie. Wniosek może być częścią pozwu skierowanego do sądu jak również częścią odpowiedzi na pozew.
Jeżeli strona, która chce złożyć wniosek o zwolnienie od kosztów postępowania nie ma miejsca zamieszkania w okręgu, w którym siedzibę ma sąd właściwy, wniosek o zwolnienie od kosztów sądowych może złożyć w sądzie rejonowym właściwym z uwagi na swoje miejsce zamieszkania. Wówczas, sąd rejonowy przekaże wniosek sadowi właściwemu.
Kiedy sąd odmówi zwolnienia od kosztów sądowych?
Odmowa zwolnienia do kosztów sądowych nastąpi w przypadku powództwa, które jest oczywiście bezzasadne lub w przypadku całkowicie bezzasadnej obrony. Sąd zobowiązany jest także do cofnięcia zwolnienia od kosztów sądowych, jeżeli okaże się, że okoliczności, na podstawie których zwolnienie przyznano nie istniały, lub przestały istnieć. W tym drugim przypadku cofnięcie zwolnienia może dotyczyć tylko części kosztów, stosownie do zmiany, która nastąpiła. Storna, której odmówiono zwolnienia od kosztów sądowych, może ponownie się o nie ubiegać w sytuacji, gdy zaistnieją odpowiedni ku temu przesłanki.
Pamiętaj, że:
  • zwolnienie od kosztów może nastąpić z ustawy oraz na wniosek,
  • zwolnienie od kosztów sadowych na wniosek następuje w formie postanowienia, na które można wnieść zażalenie,
  • zwolnienie od kosztów sądowych nie zwalania strony od obowiązku zwrotu drugiej stronie poniesionych przez nią kosztów celowych,
  • zwolnienie od kosztów sądowych jest przesłanką ustanowienia adwokata lub radcy prawnego z urzędu,
  • zwolnienie od kosztów sądowych przyznane w postępowaniu rozpoznawczym lub z którego strona korzysta z mocy ustawy rozciąga się na postępowanie egzekucyjne,
  • zwolnienie od kosztów sądowych wygasa wraz ze śmiercią strony zwolnionej i nie skutkuje wobec następców tej strony.
Podstawa prawna:
  • ustawa z dnia 17 listopada 1964 r. kodeks postępowania cywilnego (Dz. U. 1964 r., Nr 43, poz. 296 ze zmianami),
  • rozporządzenie Ministra Sprawiedliwośći z dnia 31 stcznia 2006 w sprawie sposobu uiszczania opłat sądowych w sprawach cywilnych (Dz.U.2011.299.1775)
  • ustawa o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (Dz. U. 2005. nr 167. poz.1398)
Materiał pochodzi z www.e-prawnik.pl

wtorek, 21 lutego 2012

Windykatorzy znaleźli nowy sposób na łamanie opornych

Wykorzystując e-sądy, firmy windykacyjne wyłudzają od nieświadomych niczego dłużników przedawnione należności! Czy ktoś w końcu zajmie się tą sprawą?
Banki i firmy windykacyjne masowo składają e-sądu pozwy, których nie mogły złożyć w postępowaniu tradycyjnym - informuje "Dziennik Gazeta Prawna". Korzystają z niższej o 1/4 opłaty sądowej.

Takim instytucjom wcale nie zależy na szybkim rozwiązaniu sprawy. Ściągający długi próbują w ten sposób dochodzić roszczeń, które dawno się przedawniły. Często do e-sądów trafiają także wierzytelności, których nie byłyby w stanie udowodnić przed tradycyjnym sądem.

Cel jest prosty. Wydobyć niezgodnie z prawem należności! Windykatorzy liczą, że pozwany nie zauważy, że roszczenie jest przedawnione i nie wniesie sprzeciwu. W ten sposób, jak informuje gazeta, w niektórych sądach rejonowych nawet 90 proc. spraw kierowanych z e-sądów z powodu przedawnienia w ogóle nie trafia na wokandę.

Jeśli pozwany nie zorientuje się, że sprawa jest przedawniona, e-sąd wyda nakaz zapłaty, który będzie stanowił podstawę do egzekucji. Wówczas to komornik, który ma o wiele większe uprawnienia niż windykator, zajmie się odzyskiwaniem należności. A nawet jeśli firmom windykacyjnym nie uda się tego osiągnąć, to i tak zapłacą mniejszą opłatę sądową niż w przypadku, gdyby rozpatrywał ją sąd rejonowy.

Materiał pochodzi z www.finanse.wp.pl